google.com, pub-8385755478248969, DIRECT, f08c47fec0942fa0

środa, 2 sierpnia 2017

George w tygrysie. Legendy miejskie

Legendy miejskie bywają straszne, śmieszne ale zawsze ciekawe. Legenda pochodząca z Londynu jest dodatkowo bardzo intrygująca. 


 Było upalne lato pod koniec XIX wieku. W Londynie wielu młodych ludzi żądnych przygód i pieniędzy decydowało się na podróż do kolonii by tam stać się kolejnym bogatym ranczerem czy odkrywcą pól naftowych.

Tak myślał także George - młodzieniec niezbyt rozgarnięty aczkolwiek łąknący sławy jak powietrza i pieniędzy jak lodów w upalne dni. Zdecydował się na wycieczkę do swojego wuja - Henryka, który dorobił się mieszkając w Indiach. Siostrzeniec kombinował, że jakby się koło niego zakręcić (a wuj nie miał bliskiej rodziny) to w łatwy sposób można byłoby zostać bogatym. Mogę się domyślać, że w tej legendzie miejskiej wujek ma już swoje lata i nie służy mu upalny klimat.

 Podróż trwała długo - podobnie jak długo szły wiadomości wysyłane telegramem. Najpierw rodzina otrzymała informację, że George przybył do Indii cały i zdrowy gdy po 5 tygodniach na ich londyński adres przyszedł ogromny kufer z ... martwym tygrysem w środku. Nie wiedząc o co chodzi rodzina napisała do wuja telegram.

Znów minął jakiś czas i wiadomość wstrząsnęła wszystkimi do głębi. "George nie żyje. Wysłałem jego ciało do Londynu". Żałobnicy na próżno czekali na trumnę. Kiedy w końcu ktoś odważył się napisać, że wuj robi sobie żarty wysyłając zdechłego tygrysa zamiast zwłok ukochanego syna otrzymał odpowiedź. "George jest w tygrysie. Został przez niego zjedzony".

 Reakcja rodziny musiała być przerażająca. Podobnie jak samo wydarzenie. Opowieść ta krążyła w Londynie i miała zapewne odstraszać miłośników mocnych wrażeń i łatwej gotówki od opuszczania swoich rodziców.

Czy działała? Jak myślicie?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza