google.com, pub-8385755478248969, DIRECT, f08c47fec0942fa0

środa, 10 lipca 2019

Pies ci m... lizał

Wakacje sprzyjają opowiadaniu legend miejskich. Grill, miła atmosfera i już mamy możliwość błysnąć wśród zebranych. Na przykład legendą o wiernym przyjacielu.


Opowieść zaczyna się niewinnie. Rodzice 15-letniej Alice wychodzą na imprezę zostawiając prawie dorosłą córkę samą. Każą jej zamknąć wszystkie drzwi i obiecują, że wrócą po północy. Na szczęście jest z nią ukochany labrador Andy, który ma ją chronić.

Dziewczyna idzie spać. W nocy budzą ją dziwne hałasy jednak czuje, że pod łóżkiem czuwa jej wierny pies. Kiedy budzi się rano z przerażeniem zdaje sobie sprawę, iż jej pies ... został zamordowany. Wokół jest pełno krwi. Na ścianie zaś widnieje napis: Ludzie też potrafią dobrze lizać ...


Straszna legenda miejska?


czwartek, 19 kwietnia 2018

Legendy miejskie. Pochowany żywcem

Legendy miejskie w małym stopniu śmieszą - zawsze jednak przerażają. Pochowany żywcem to tylko pomysł Edgara Allana Poe? Okazuje się, że nie.


Zeznania jednego z mieszkańców Niemiec pokazują, że nawet w XXI wieku może dojść do tak makabrycznego zjawiska. Babka naszego bohatera przez udar leżała kilka dni w śpiączce. Po tym czasie lekarz stwierdził zgon. Dziadek, z którym denatka była przez ponad 50 lat nie chciał przyjąć do wiadomości, że to prawda. Cały czas powtarzał: Ona żyje!

Musieli dosłownie oderwać go od ciała żony, aby mogli ją przygotować do pochówku.

W trzy dni po śmierci dziadek naszego bohatera obudził się przez koszmarny sen. Śniło mu się, że jego żona walczy w trumnie próbując gołymi rękoma przebić konstrukcję z drewna i metalu. Zadzwonił do naszego bohatera, by ten żądał pilnej ekshumacji.

W końcu lekarz poddał się i wraz z lokalnymi władzami ekshumowali ciało. Trumna została otwarta i ku przerażeniu i zdumieniu wszystkich gadanie starszego pana okazało się prawdą. Wieko miało ślady paznokci, krwi a ciało było nienaturalnie poruszone.


Legendy miejskie. Hak

Klasyką legend miejskich jest opowieść o haku, która przekazywana z pokolenia na pokolenie zyskuje kolejnych fanów.


Nastoletni chłopiec pojechał ze swoją dziewczyną na randkę. Włączył radio tak, by w tle leciała nastrojowa muzyka, pochylił się, by szeptać czułe słówka do dziewczyny i zaczął ją całować.

Kilka minut później nastrój został przerwany, gdy muzyka nagle przestała grać w połowie piosenki. Po chwili ciszy rozległ się głos spikera, ostrzegający złowieszczym tonem, że skazany morderca właśnie uciekł z państwowego szpitala dla obłąkanych - który znajdował się w odległości pół mili od miejsca, w którym się zaparkowali. Prezenter radiowy nalegał, aby każdy, kto zauważy człowieka noszącego hak ze stali nierdzewnej w miejscu jego brakującej prawej ręki powinien natychmiast poinformować policję.


Dziewczyna przestraszyła się i prosiła by chłopak odwiózł ją do domu. Chłopak, czując się odważny, zamknął za sobą wszystkie drzwi i zapewnił, że randka będzie bezpieczna spróbował ją znowu pocałować. To na nic - dziewczyna panicznie zaczęła krzyczeć bo usłyszała coś, jakby ... hak?

Kiedy dotarli do domu dziewczyny okazało się, że na klamce wisi ... zakrwawiony hak.

Przypadek?

sobota, 14 kwietnia 2018

Legendy miejskie. Nowożeńcy z przygodą na całe życie

Małżeństwo to dla wielu wybór na całe życie. Są w nim chwile lepsze i gorsze a czasem, jak pokazują legendymiejskie.pl, takie, które mrożą krew w żyłach.

Rzecz działa się w Stanach Zjednoczonych. Nowożeńcy, Nathan i Heather, pędzili swoją Corvettą po północnym Wybrzeżu Kalifornii, by spędzić swój wymarzony miesiąc miodowy w uroczym pensjonacie z widokiem na morze. Mieli nadzieję przybyć przed zmrokiem, ale ciężka mgła opadła na autostradę A1 więc musieli zwolnić. Byli co najmniej półtorej godziny od miejsca, w którym mieli nocować, gdy zapadła noc.

Jeśli kiedykolwiek jeździłeś tym odcinkiem autostrady Drogi Czytelniku, wiesz jak kręty może być. Kiedy powoli wjeżdżali do kolejny zakręt zauważyli samotnego autostopowicza - młodą kobietę w delikatnej białej sukni stojącej na ramieniu z wyciągniętym kciukiem.

- Powodzenia w łapaniu frajera, który weźmie ją o takiej godzinie do samochodu - mruknął pod nosem Nathan. Jego żona była innego zdania.

- Zatrzymaj samochód i zawróć - powiedziała Heather. Proszę, ona jest zupełnie sama. Musimy ją podrzucić.

Spóźnimy się dwie godziny - odrzekł Nathan.

Proszę - błagała żona

Nathan zjechał z drogi. Oboje wysiedli z auta. Gdy podeszli do dziewczyny, zobaczyli, że jej sukienka jest w strzępach. Jej twarz była blada i wychudzona.

Czy możemy Ciebie gdzieś podwieźć? - zapytała Heather.

Och, dziękuję - powiedziała młoda kobieta, która wyglądała na nastolatkę z początku lat dwudziestych. Muszę wracać do domu, moi rodzice będą zmartwieni - powiedziała nieznajoma.

Gdzie mieszkasz? - zapytał Nathan.

Tuż przy drodze, 10 mil stąd - powiedziała, wspinając się na tylne siedzenie. Jest tam skrzyżowanie z opuszczoną stacją benzynową, a stamtąd niedaleko do białego domu z różanym ogrodem, gdzie czekają na mnie rodzice.

W drodze Heather próbowała nawiązać rozmowę ale dziewczyna milczała i wyglądała jakby zasnęła na tylnim siedzeniu. Po około 15 minutach Nathan zauważył zrujnowaną stację paliw.

Czy to jest to miejsce? - zapytał. Dziewczyna nie odpowiedziała. Hej, czy to jest skrzyżowanie? - krzyknął

Heather odwróciła się, żeby obudzić młodą kobietę i zaniemówiła. Po chwili wydukała - Nathan, jej nie ma w samochodzie.

Ona miała rację. Autostopowiczka zniknęła. Oboje podjechali pod dom, o którym mówiła dziewczyna. Zapaliło się światło i na ganek wyszła starsza para.

Możemy Wam jakoś pomóc? - zapytał mężczyzna. Wyglądał, jakby bał się usłyszeć odpowiedź.

Nie wiem - zaczęła Nathan. Jechaliśmy i zabraliśmy autostopowicza, młodą dziewczynę - umilkła.

I dała ci ten adres - powiedział mężczyzna i dodał - poprosiła cię, żebyś przywiózł ją do domu?

Tak - odparła Heather.

A potem jej nie było? - zapytał. Heather kiwnęła głową. Nie jesteś szalona - powiedział mężczyzna. Nie jesteś pierwsza, która tu przyjeżdża. Ta dziewczyna była naszą córką, miała na imię Diane, Zmarła siedem lat temu zabita przez kierowcę na autostradzie i policja nie złapała tego, kto to zrobił. Ona nie spocznie dopóki tego nie zrobią.

Nathan i Heather zaniemówili i odjechali najszybciej jak się da,

Prawda czy fałsz?

poniedziałek, 26 lutego 2018

Legendy miejskie. Jazda bez świateł

Legendy miejskie, w których rolę główną odgrywa inicjacja i próba dostania się do gangu należą do hitów lat 90. Warto jednak przypomnieć sobie najlepszą legendę miejską z tej kategorii - dotyczącą inicjacji.


Według opowieści, jakie pojawiały się w Ameryce w tamtym czasie raz na jakiś czas gangi dokonywały rytuałów inicjacyjnych. Ci, którzy chcieli zostać prawdziwymi gangusami musieli pokazać, że mają jaja.

Umawiano się, że w jeden weekend będą jeździć bez zapalonych świateł. Kiedy pierwszy napotkany samochód mignie im na znak by włączyli światła - trzeba zacząć strzelać do tego samochodu.

Legenda miejska sprawiła, że wielu ludzi przestało "migać", aby nie narazić się gangom. Czy ta opowieść miała coś wspólnego z rzeczywistością? A może był to tylko ciekawy wytwór wyobraźni jak "Black mirror"?

W Polsce badacze i znawcy nie odnotowali naszej wersji tej opowieści. O gangach filmy robi tylko Vega i Pasikowski.


niedziela, 18 lutego 2018

Legendy miejskie. Słodycze szkodzą

Wielki Post to okazja do odmawiania sobie uciech tego świata. Przede wszystkim cukru, który psuje nasze zdrowie. Czasem może zabić - o tym właśnie jest poniższa legenda miejska.


Rzecz stała się w Stanach Zjednoczonych Ameryki pod wodzą Baracka Obamy. 11-letni chłopiec uwielbiał słodycze. Dla poprawy humoru zjadał popularne batoniki, cukierki i gumy do żucia. Każda wizyta w sklepie kończyła się zakupem dużej ilości słodkości. Nade wszystko Ben - nasz bohater - uwielbiał donaty (wiadomo - te amerykańskie są oryginalne - nie to, co nasze biedronkowe czy lidlowe).

Pewnego razu Ben tak objadł się słodkościami, że zasnął z kawałkiem pączka w buzi. Nie czuł, że w tym czasie mrówki zaczęły wchodzić mu do ust. Przez usta, uszy doszły do mózgu. Następnego dnia chłopak poinformował mamę, że czuje mrowienie. Najpierw w szczęce, potem w czaszce a na końcu wszędzie. Mama nie zbagatelizowała tych objawów i pojechała z synem do szpitala. Tam specjaliści rodem ze szpitala w Leśnej Górze odkryli kolonię ... mrówek w głowie.

Chłopak zmarł.

Wierzycie w tą legendę miejską? Czy ma ona ziarnko prawdy w sobie?