google.com, pub-8385755478248969, DIRECT, f08c47fec0942fa0

wtorek, 11 lipca 2017

Motocyklista z linką na szyi czyli pętla śmierci

Legendy miejskie dzielą się na krwawe mniej lub bardzie. Historia, którą chciałbym dzisiaj opowiedzieć nie mieści się w głowie normalnym ludziom.


 Jeden z moich rozmówców poruszył temat motocyklistów, którzy szturmem podbijają nasze ulice latem.

Prędkość nie jest dla nich problemem - im szybciej tym lepiej. Zdradził jednak, że słyszał od pewnego kolegi, którego kolega dobrze zna jedną z grup motocyklistów, iż po serii tragicznych wypadków postanowili zakładać sobie linki na szyję podczas jazdy ścigaczami. Linka przymocowana jest do motocykla i w momencie, gdy zdarzy się wypadek nie ma szans, by motocyklista wyszedł z niego cało.

 Na pytanie, dlaczego to robią mój rozmówca stwierdził, że jest to działanie mające na celu uniknięcie kalectwa, którym kończy się większość wypadków motocyklowych. Z drugiej jednak strony nie dowiedziałem się, co powoduje, że za nic mają swoje życie skazując się na śmierć przez samobójstwo (?).

 W internecie szybko można znaleźć rozwiązanie tej legendy miejskiej. Wydaje się ona na pierwszy rzut oka prawdziwa, jednak kiedy powęszy się w środowisku miłośników jednośladów okazuje się, że ... to tylko dobra opowieść, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

 Co ich łączy? Kochają szybką jazdę motocyklami i kilka razy w roku idą na całość: zakładają na szyję pętlę ze stalowej plecionki, koniec linki montują na osi kierownicy, pilnując, by całość miała minimum metrowy luz. Jeżeli dojdzie do wypadku, linka zaciśnie się im na szyi. Śmierć nastąpi w wyniku przerwania rdzenia kręgowego lub uduszenia.

Więcej o tym można przeczytać tutaj. A jakie Wy macie doświadczenia z "pętlą śmierci"?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza