google.com, pub-8385755478248969, DIRECT, f08c47fec0942fa0

sobota, 1 lipca 2017

Czarna wołga ciągle w modzie. Legendy miejskie

Dzieciaki, które wychowywały się za czasów pięknej jak mirabelka komuny miały lepiej – głoszą mądre memy wywieszane na bardzo mądrych stronach facebooka. Czy rzeczywiście? Jeśli spojrzeć na ilość spędzanego bez telewizora i komputera czasu na trzepaku – jak najbardziej. Ale i tak najlepsze mieli nasi rodzice legendy miejskie. Jak choćby ta o czarnej wołdze. 

Według mądrych opracowań legenda ta swój początek ma w latach 60. Według niej samochodem marki Wołga mieli podróżować porywacze żądni młodych polskich chłopców i dziewczynek. Według Wojciecha Orlińskiego – znawcy i badacza legend miejskich – kidnaperom chodziło o krew, która potrzebna była dzieciom chorym na białaczkę.

Dzieciom niemieckich dygnitarzy. Inni zwracają uwagę na fakt, iż dzieci miały być dostarczycielami organów do przeszczepów. Żadna informacja o wołdze czy porwaniach nie była potwierdzona. Jak słusznie zauważa wspomniany już Orliński do pojawienia się tej legendy mogła przyczynić się głośna sprawa Bohdana Piaseckiego – syna przywódcy przedwojennych polskich faszystów. Odnalezione po dwóch latach ciało i niewykrycie sprawców tylko potęgowały ilość przypuszczeń.

 W Wejherowie w latach 90 krążyła opowieść o czarnym polonezie, w którym znajduje się żądny dzieci porywacz. Na całe szczęście nie odnalazłem wzmianek o wydarzeniach, które mogłyby potwierdzać prawdziwość tej opowieści. Później pojawiło się czarne BMW ale nie do końca jako zagrożenie. To bardziej informacja na temat miejsca, w którym można było dostać wtedy dobrej jakości narokotyki. Te czasy minęły...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza